Jeden trade nic nie znaczy

Czy zdarzyło Wam się, że jedna transakcja wyprowadziła Was z równowagi? A może wprost przeciwnie — postawiliście na ten jeden trade wszystkie pieniądze, bo znaki na niebie i ziemi mówiły, że musi być zyskowny? Dziś porozmawiamy o tym, jak edge działa na naszą korzyść i co z tego realnie dla nas wynika.

Zacznijmy od prostego porównania. Kasyno zarabia olbrzymie pieniądze — dlaczego? Bo ma trwałą, niedużą przewagę statystyczną. W ruletce jest 18 pól czerwonych, 18 czarnych i jedno neutralne zero. To sprawia, że przewaga, na której kasyno buduje swój edge, wynosi 1/37 — niecałe 3%. Mało? Niekoniecznie, jeśli dołożymy do tego czas i dużą liczbę powtórzeń.

Dobrze, a jak to jest z edgem na giełdzie? Załóżmy na czas tego artykułu, że nasza przewaga wynosi 20%. Statystycznie mamy 40% transakcji zyskownych, w których zysk jest dwukrotnie większy od straty. Przez „przewagę" rozumiem tu oczekiwaną wartość pojedynczej transakcji — ile średnio zarabiam na jednostce ryzyka (R), jeśli tę samą zagrywkę powtórzę wielokrotnie:

E(X) = (Pzysk × zysk) − (Pstrata × strata)
E(X) = (0,4 × 2R) − (0,6 × 1R) = 0,8R − 0,6R = +0,2R

Innymi słowy: na każdej transakcji, gdzie ryzykuję 1R, w długim terminie zarabiam średnio 0,2R. To jest te wspomniane 20% edge.

Co z tego wiemy? Po pierwsze — jeśli przewaga jest trwała, to mamy przewagę rynkową, która w długim czasie powinna przełożyć się na zysk. Ale w jaki sposób? Czy najbliższa transakcja będzie zyskowna? Niestety, to tak nie działa. Skoro prawdopodobieństwo mówi, że zyskujemy 4 razy na 10, to otwierając kolejny trade mamy większą szansę, że będzie stratny — konkretnie 6 na 10 razy stracimy.

Dołóżmy do tego drugą transakcję. Tu mamy kilka opcji, nie tylko zysk albo stratę. Mogą być dwie transakcje zyskowne — prawdopodobieństwo 16%. Może być jedna zyskowna i jedna stratna — szansa na to 48%. Możemy też mieć dwie stratne — prawdopodobieństwo 36%.

Zwróćcie uwagę, że w tych dwóch transakcjach nigdzie nie pojawia się czysty rozkład 40–60%. Dlaczego? Bo teoretyczne prawdopodobieństwo ujawnia się dopiero przy dużej liczbie powtórzeń — dopiero wtedy wyniki „ściągają się" do średniej i statystyka zaczyna „robić robotę". Przy małej próbce rządzi przypadek: im mniej transakcji, tym większy rozrzut ich wyników wokół tego, czego oczekujesz.

Jakie zatem praktyczne wnioski płyną z tej analizy?

Po pierwsze — nigdy nie stawiaj dużych pieniędzy na konkretną transakcję. To zawsze, w mniejszym lub większym stopniu, ruletka i przypadek.

Po drugie — zamiast martwić się, że ostatnia transakcja czy dwie były stratne, zaakceptuj fakt, że w krótkim czasie nie masz nad tym kontroli. Przenieś ciężar troski na to, by te transakcje zostały zrealizowane w 100% zgodnie z planem. Na to masz pełen wpływ.

Po trzecie — analizuj wykonane transakcje wyłącznie w dużych grupach. Analiza mniej niż 30 transakcji to czysty przypadek. Ja analizuję minimum 100. Wyciąganie wniosków z mniejszej próbki jest po prostu mało wiarygodne.

Po czwarte — przygotuj się na to, że wystąpią długie ciągi transakcji stratnych pod rząd. Nie będą one w żaden sposób świadczyć o tym, że Twoja przewaga rynkowa uleciała. W moim tradingu dość często zdarza się 5, a nawet 10 stratnych pod rząd. Nie raz taka „czarna" seria trwała dłużej niż 20 transakcji. Jak sobie z tym radzić w praktyce? Ryzykuj niewiele. Jeśli postawisz na każdą transakcję wystarczająco mało, to nawet kilka czy kilkanaście strat pod rząd nie zrobi dużego wrażenia na Twoim portfelu. Przysłowiowe 2% ryzyka na transakcję to z mojego doświadczenia zdecydowanie za dużo.

I wniosek ostatni, być może najważniejszy — żeby na rynku zarobić, musisz mieć zyskowny trading plan i dać mu czas. Ja nie wyciągam wniosków dotyczących efektów tradingowych częściej niż raz na kwartał. Pamiętaj: statystyka potrzebuje czasu i powtórzeń. Jeśli zmienisz swój plan po 3–5 stratnych transakcjach, nigdy tak naprawdę nie dasz mu szansy pokazać skrzydeł.

Wszystkie wpisy