W poprzednim wpisie omówiłem pięć typów drawdownu i to, co każdy z nich mówi o tradingu. Dziś przechodzimy od teorii do konkretu — do sytuacji z trzeciego kwartału 2025, w której drawdown wyszedł na pierwszy plan.
Spójrzmy najpierw na wyniki stopy zwrotu za kolejne miesiące. Lipiec — 16,30%. Sierpień — 1,67%. Wrzesień — 12,67%. Wynik sumaryczny ponad 30% w trzy miesiące. Sam z siebie powinien napawać radością i optymizmem.
Ale w trakcie tego kwartału pojawiły się też bardzo istotne obsunięcia kapitału. Maksymalny drawdown w badanym okresie wybił 45,14%. To sygnał ostrzegawczy.
Co za tym stoi
Przyjrzyjmy się temu, co ten drawdown wygenerowało.
Po pierwsze — część transakcji w trakcie kwartału była na minusie. Mieliśmy więc do czynienia z drawdownem drugiego typu, czyli ze zmiennością rynkową na otwartych, jeszcze niezabezpieczonych pozycjach. To jest normalna praca systemu.
Po drugie — kilka razy zdarzył się ciąg zamkniętych, stratnych transakcji, który wygenerował realną stratę. Nie było ich specjalnie dużo, ale ich sumaryczna waga sprawiła, że drawdown stał się zdecydowanie odczuwalny.
Po trzecie — w tym kwartale zdarzył się jeszcze jeden element, który wpłynął na wielkość drawdownu. Błędy w egzekucji. Temat jest na tyle ważny, że omówię go w osobnym wpisie razem z podsumowaniem czwartego kwartału.
Co dalej z tym zrobić
Wiemy już, co wygenerowało drawdown. Powstaje pytanie: co dalej.
Może skoro przetrwałem trzeci kwartał i mimo drawdownu zamknąłem go z zyskiem — warto nic nie zmieniać? Nie. Plan wymaga zmiany. 45% drawdown to zdecydowanie za dużo. A dodatkowo — to przecież nie była w kontekście wykonanych transakcji sytuacja ekstremalna. Łatwo mi wyobrazić sobie, że kolejny drawdown mógłby być jeszcze wyższy. Właśnie takie sytuacje pokazują, gdzie leżą granice systemu, których nie widać w spokojnych miesiącach.
Co więc warto zrobić? Dostosować money management. Strategie pozostają bez zmian — bo są zyskowne. Ale ryzyko powinno być niższe.
W jaki sposób dokonać takiej modyfikacji? Po pierwsze — zmniejszam ryzyko na pojedynczej transakcji. Posiadam wiele różnych typów zagrań i każdy wiąże się z innym ryzykiem, dlatego nie mam jednego uniwersalnego poziomu ryzyka. Ale to, co mogę zrobić, to obniżyć poziom ryzyka dla każdej strategii o mniej więcej jedną czwartą.
Po drugie — modyfikuję sposób, w jaki dobieram wielkość pozycji na skorelowanych instrumentach. Do tej pory dopasowywałem wielkość pozycji dla dwóch instrumentów (np. Nasdaq i Dow) na podstawie korelacji, która występowała między nimi w normalnych warunkach. Problem z tym rozwiązaniem jest taki, że w sytuacjach skrajnych — a to właśnie one generują największe drawdowny — te instrumenty zaczynają zachowywać się w bardzo podobny sposób. Ich korelacja dąży do jedynki. Wprowadzam więc dodatkowe narzędzie, które będzie mi pokazywać możliwe scenariusze rynkowe dla kilku skorelowanych instrumentów naraz, przy założeniu różnych wariantów zachowania rynku. Taki mój domowy stress test.
Cel
Cel, który sobie stawiam: obniżyć istotnie drawdown w kolejnych kwartałach — tak, żeby jego wielkość nie wpływała w znaczący sposób ani na moje samopoczucie, ani na moją realizację trading planu.
Ktoś powie: no dobrze, ale skoro ryzyko jest mniejsze, to i zyski będą najprawdopodobniej niższe. Tak, oczywiście. Ale jeśli mam wybierać między maksymalizacją zysku a ochroną kapitału, zawsze w pierwszej kolejności stawiam na kapitał. W praktyce oznacza to, że realizacja trading planu i dojście do wyznaczonego celu 1000% zajmie więcej czasu.
Moje doświadczenie rynkowe mówi mi, że w takiej sytuacji jest jedno właściwe zachowanie. Być pokornym. Nie próbować wymuszać na rynku tempa, którego on w tym momencie nie oferuje. Brać to, co daje.
Rynek nigdy nie płaci z góry.
Zawsze płaci wtedy, kiedy sam zechce.