Rola przypadku

„Mamo, dostałem dziś 6 w szkole!" — „To wspaniale, synku!" Jak często to słyszymy, prawda? Albo mniej przyjemna wersja: „Mamo, dziś dostałem jedynkę" — „No i wiesz dlaczego? Znowu się nie nauczyłeś."

Dziś pomówimy o tym, jak nasz umysł upraszcza sobie życie i co z tego wynika. A żeby pokazać to w praktyce, zrobimy to na podstawie analizy IV kwartału 2025.

O czym mowa? O tym, że jako ludzie często stawiamy znak równości tam, gdzie wcale nie jest to takie oczywiste: przysłowiowa szóstka oznacza „super", a jedynka „kiepsko". Niby co w tym złego? A no to, że wyciągamy wnioski, patrząc głównie na to, co w krótkim czasie jest mniej istotne — czyli na wynik.

Wyobraź sobie sytuację z jedynką. Czy nadal uważasz, że to kiepsko, jeśli córka siedziała nad książką, przygotowała się do wszystkiego i naprawdę to umiała — ale miała po prostu pecha w wylosowanym pytaniu? Albo odwrotnie: czy syn, który nauczył się jednego zagadnienia i miał fuksa, zasługuje na pochwałę po tym, jak dostał szóstkę?

No właśnie. Życie rzadko jest czarno-białe, a chodzenie na skróty potrafi prowadzić do błędnych wniosków. Dlatego w swojej pracy dużo większą wagę przykładam do procesu niż do krótkoterminowych wyników.

Ktoś powie: ale kwartał to wcale nie taki krótki czas. Czy aby na pewno? Przyjrzyjmy mu się z bliska.

Wyniki IV kwartału to odpowiednio +4,41%, +8,32% oraz +1,35% — razem kwartał zamknięty wynikiem ponad +14%. Dobrze — czyli szóstka? Czy na pewno?

Aby spojrzeć na te liczby bardziej obiektywnym okiem, posortowałem transakcje od najlepszej do najgorszej i podzieliłem je najpierw na dwie części: w pierwszej same zyskowne, w drugiej same stratne. W kolejnym kroku wziąłem 10% najbardziej zyskownych transakcji i zsumowałem ich wynik — to samo zrobiłem z 10% najbardziej stratnych. Na koniec podzieliłem wynik tych 10% najlepszych przez sumę wszystkich zysków, a wynik 10% najgorszych przez sumę wszystkich strat. A oto i wyniki:

  • 10% najbardziej zyskownych transakcji odpowiadało za 50% wszystkich zysków.
  • 10% najgorszych transakcji odpowiadało aż za 79% wszystkich strat.

Czas na wnioski. Pierwszy jest dość oczywisty: nieliczne transakcje najbardziej zyskowne oraz nieliczne najbardziej stratne mają zdecydowanie przeważający wpływ na końcowy wynik kwartału. A skoro tak nieliczne „ogony" decydują o całości, to znaczy, że wynik całego kwartału w dużej mierze zależy od tych kilkunastu transakcji. Cała reszta to przysłowiowy szum. Jeśli trader działający na strategiach trendowych będzie miał dobry rok, to dosłownie kilka najlepszych trade'ów zrobi mu wynik całoroczny.

Jaki z tego płynie wniosek? Uwaga, bo to subtelne, a kluczowe. Przypadkiem nie jest to, że w ogóle zarabiam — to efekt pracy: zbudowanego planu i przewagi, dzięki której rozkład moich transakcji jest przechylony na moją korzyść. Przypadkiem jest to, kiedy ten duży zysk się pojawi — w którym konkretnie kwartale spadnie tłusty ogon. Rozkład jest mój, ale rozdanie w pojedynczym kwartale — już nie. Dlatego dwa skrajnie różne wynikowo kwartały wcale nie muszą oznaczać dramatu albo genialnych decyzji. Często to po prostu wariancja: ten sam plan, inne rozdanie.

Przypomina mi się w tym miejscu podejście Adama Małysza — że jedzie na zawody nie po to, żeby je wygrać, tylko po to, żeby oddać dwa równe, dobre skoki. Taki też jest mój cel: przygotować dobry trading plan na kwartał i zrealizować go najlepiej, jak potrafię. A co przyniesie rynek — to już zupełnie ode mnie nie zależy.

Drugi wniosek z analizy IV kwartału jest zupełnie inny. 10% transakcji stratnych odpowiadało za 79% moich strat. I tutaj nie ma już przypadku — tu w olbrzymiej większości przypadków znajdują się błędy traderskie. A na to mamy wpływ. Tu możemy pracować.

I nie jest to teza rzucona w powietrze. Za każdą z tych najbardziej stratnych transakcji stoi konkretny wpis w moim dzienniku — mogę do niego wrócić, przeczytać, co dokładnie się wydarzyło, i na tej podstawie ustalić, czy to był pech, czy złamanie planu. W olbrzymiej większości tych przypadków to drugie. A skoro tak, to mam materiał do pracy — czarno na białym, do przejrzenia transakcja po transakcji.

Dlatego zanim poklepiemy się po plecach, uznając kwartał za dobry na podstawie ogólnego wyniku, warto przyjrzeć się szczegółom. I choć to bolesne, najlepiej zacząć od tych 10% najgorszych transakcji — bo właśnie tam znajdziemy całe pole błędów, nad którymi możemy pracować.

O konkretnych typach błędów pisałem już wcześniej — ale do tego tematu na pewno jeszcze nieraz wrócę.

Wszystkie wpisy