W poprzednim wpisie pisałem o błędach popełnianych przez traderów w ogóle. Tym razem przyjrzyjmy się błędom, które przydarzyły się mnie — konkretnie w pierwszym kwartale 2026 roku. Zanim jednak zaczniemy analizę, krótka informacja o tym, jak takie błędy w ogóle analizować.
Mój dziennik traderski jest dla mnie nieprzebraną oazą informacji ;) Mam w nim między innymi kolumnę: czy trade został wykonany zgodnie z planem. W tym polu mam do wyboru kilka opcji:
- plan zgodny,
- błąd ludzki — rozbity na kilka kategorii, żebym wiedział, jaki typ błędu dominuje najczęściej,
- błąd systemowy — znowu z podziałem na kilka kategorii,
- brak danych — żeby nie ściemniać, kiedy po prostu brakuje mi informacji na ten temat.
Gdy kończy się kwartał, robię analizę. W pierwszej kolejności sprawdzam, jaki procent transakcji był w 100% zgodny z planem.
I tu może Was zaskoczę: nigdy, przenigdy nie udało mi się w kwartale osiągnąć 100%. Co więcej — pożegnałem się już z myślą, że kiedyś się uda. Moje wyniki oscylują wokół 90%. W pierwszym kwartale 2026 roku osiągnąłem 89,9% — czyli w przybliżeniu 9 na 10 transakcji zrealizowanych całkowicie zgodnie z planem.
Ta liczba sama w sobie nie mówi wiele. Zawsze zachęcam, żeby sprawdzać swój progres — porównywać go z poprzednimi kwartałami. W moim przypadku udało się ten wynik nieznacznie poprawić. Nie był to jednak wzrost spektakularny.
Dużo ważniejsze od samej liczby są dwa inne tematy: jakiego rodzaju są to błędy oraz jaki jest ich ciężar — czy należą do kategorii mało istotnych, czy wprost przeciwnie: są to błędy, które mogą zatrząść naszym portfelem.
Zobaczmy, jak było w tym kwartale. Na plan pierwszy wysuwają się cztery kategorie: błąd ludzki związany z TP, błąd ludzki innej kategorii, błędy systemowe oraz błąd ludzki związany z SL. Zajrzyjmy po kolei do każdej z nich.
Kategoria pierwsza — TP. Gdy przejrzałem statystyki tych transakcji, okazało się, że błąd jest zawsze ten sam: gdy transakcja zbliża się do take profitu, zamykam pozycję przedwcześnie, nim zostanie ona zamknięta przez TP.
To dla mnie znana bolączka — męczę się z nią od dłuższego czasu. Na szczęście jej wpływ na wynik końcowy jest symboliczny. Badałem kiedyś tę sytuację dokładnie: w ogromnej większości transakcji realizowany jest pierwotny TP i tam zarobiłbym więcej, a w kilku nielicznych rynek faktycznie zawraca i tam bym stracił. Nie udało mi się jednak znaleźć lepszego narzędzia, które poprawiłoby skuteczność zamykania pozycji — pozostaje mi żyć z tym, co mam.
Kategoria druga — błędy ludzkie inne. Przejrzyjmy, co konkretnie się tu znalazło:
- błąd w wielkości pozycji — nie doszacowałem jej na szybkim rynku,
- otwarcie pozycji w złym kierunku — zamiast kliknąć „kup", otworzyłem shorta,
- podwójne kliknięcie w przycisk podczas otwierania — w efekcie pozycja otwarta podwójnie,
- pozycja otwarta za duża — przesunęło mi się jedno zero w wielkości.
Jak widać, są to głównie moje niewymuszone błędy. Co więcej — ogromna większość zdarza się w takiej formie raz na kwartał, więc trudno mówić o powtarzających się schematach. Ale niektóre z nich mogłyby być bardzo kosztowne — na przykład pomyłka we wpisaniu wielkości pozycji czy podwójne otwarcie.
Jak sobie z nimi radzić? Opcji jest kilka, ale zanim o nich — trochę o mnie. Zauważyłem, że moja umiejętność sprawnego używania klawiatury znacząco odbiega od przeciętnego użytkownika. Nazwijmy rzecz po imieniu: jestem ślamazarny w klikaniu. I wiem już, że ile bym się nie starał, w tym aspekcie zawsze będę odstawał od średniej. Dlatego jakiś czas temu uznałem, że zamiast złościć się na siebie i frustrować, po prostu zaakceptuję, że będę takie błędy popełniał. Co zatem zrobić, żeby ich wpływ na trading był mniejszy?
Po pierwsze — można tradować na interwale spokojniejszym, wolniejszym, który daje więcej czasu na złożenie zlecenia. Wtedy można wszystko sprawdzić trzy razy.
Po drugie — i to jest moje rozwiązanie. Wiem, że to moja pięta achillesowa, więc zawsze po otwarciu pozycji sprawdzam, czy to, co widzę w otwartym oknie, odpowiada temu, co być powinno. To proste rozwiązanie działa bardzo dobrze. Jeśli pomyliłem kierunek, od razu to zobaczę — bo mój P&L będzie rósł, kiedy powinien spadać, i na odwrót. Podobnie z wielkością pozycji. Do tego umówiłem się ze sobą na jedno: ilekroć zauważam, że popełniłem błąd, pierwszą reakcją — zanim zrobię cokolwiek innego — jest zamknięcie błędnej pozycji. I to działa świetnie, bo jak mówi statystyka, taka natychmiastowa reakcja powoduje, że moje wyniki nie odbiegają od tych teoretycznych. Czasami mylę się na swoją korzyść, czasami przeciwnie, ale w długim czasie nie ma to na moim portfelu żadnego negatywnego wpływu.
Po trzecie — składanie zleceń przez automat, który wyliczy wielkość pozycji, otworzy we właściwym kierunku i zamknie, kiedy trzeba. Do czasu, gdy nie było AI, temat był trudny, bo wymagał pracy z programistą. Ale ostatnie moje doświadczenia z vibe codingiem pokazują, że proste narzędzie można zaprogramować samemu w jedno popołudnie.
Dlaczego więc te problemy wciąż pojawiają się w moim tradingu? Mam na tyle dużo typów zagrań, że nie nadążam dorabiać automatu pod każdy z nich. Ale widzę światełko w tunelu ;)
Kategoria trzecia — błędy systemowe. Nie było ich wiele, ale kilka się zdarzyło:
- system się zawiesił i wygenerował duży poślizg,
- automat się zablokował ze względu na zbyt szybką reakcję rynku,
- system działał niestabilnie.
Każdy z tych błędów zdarzył się maksymalnie raz. Tu nie mam zbyt wielu możliwości — pozostaje monitorować działanie brokera: jeśli ilość błędów i ich konsekwencje w tradingu są duże, warto pomyśleć o zmianie. W moim przypadku błędy pojawiały się przede wszystkim wtedy, gdy zmiany cen przebiegały bardzo szybko. Wpływ mógł mieć system, moje łącze albo współdziałanie obu tych efektów. Znów mógłbym nad tym długo siedzieć i próbować coś zdziałać — ale na szczęście zdarza się to niezmiennie rzadko, a błędy są mało kosztowne. Stąd decyzja: akceptuję ten stan.
Moje doświadczenie mówi mi też, że im bardziej skomplikowane rozwiązania w tradingu się wybiera, tym większe niebezpieczeństwo, że nie będą działać prawidłowo.
Kategoria czwarta — SL. Zostawiłem ją sobie na deser. To kategoria szczególnie niebezpieczna i nie można tu iść na żaden kompromis. Doskonale wiem, że można powiększyć kapitał wielokrotnie, a potem wystarczy jeden trade bez SL, żeby stracić wszystko. Zbyt często widziałem takie sytuacje na rynku, by potraktować ten błąd pobieżnie.
Przyjrzyjmy mu się z bliska. Czytam w tym celu szczegółowe komentarze, które umieszczam przy każdej takiej transakcji. Znalazłem między innymi takie zapisy:
Kiedy początek sesji idzie po mojej myśli, potem nie chcę już oddać zysków — i to mnie spina, i powoduje, że łatwiej porzucam plan.
Pozycja, która miała być krótkoterminowa, została przetrzymana wbrew założeniom.
Oba opisują bardzo niebezpieczną sytuację — próbę manipulacji przy SL. Oba też sporo mówią o emocjach, które mi wtedy towarzyszyły. Rozłóżmy to na czynniki pierwsze.
Pierwsze zagrożenie — dobry początek sesji. Pojawia się wtedy, gdy początek sesji generuje kilka dobrych transakcji. To ustawia mnie psychologicznie w trudnym miejscu. Wiem z długoletnich, osobistych doświadczeń, że taka sytuacja mnie spina. Bo kiedy początek czegokolwiek idzie nadzwyczaj dobrze, przychodzi wewnętrzne oczekiwanie, żeby tę passę podtrzymać. A to jest wprost wbrew założeniu, że mogę wziąć z rynku tyle, ile w danej transakcji rynek zaoferuje.
Co robić? Sprawa nie jest prosta, bo dotyczy moich przekonań — utrwalonych przez wiele lat błędnego rozumowania. Ale już sam fakt, że wiem, iż jestem na coś takiego narażony, sprawia, że łatwiej mi z tym tradować. Próbuję jak najlepiej przypomnieć sobie, jak się w tej sytuacji czuję — i kiedy to uczucie powraca, traktuję je jak lampkę ostrzegawczą: uwaga, wchodzisz na trudny dla siebie teren, bądź szczególnie ostrożny — albo, co zdecydowanie lepsze, skończ trading w danym dniu.
Czy to działa w praktyce? Tak — choć, jak widać, nie w 100%. Praca nad własnymi ograniczeniami i przekonaniami to żmudny, długotrwały proces, ale zdecydowanie warto go robić. Kiedy popatrzę na swoje statystyki dziś i te sprzed 10 lat, widzę w tym aspekcie tradingu bardzo istotną poprawę.
Drugi typ błędu — przetrzymana pozycja. Tutaj temat jest zupełnie inny. Jak już pisałem, mam w portfolio wiele różnych strategii — także z kategorii inwestycji średnio- i długoterminowych. W takich przypadkach zarządzam całym portfelem globalnie, a nie przez pojedynczy SL. Problem pojawia się wtedy, gdy tę logikę próbuję przenieść do innej strategii. Mówiąc wprost: miało być kupno na jedną sesję, a wyszło na miesiąc. To ewidentny błąd.
Jak sobie z nim radzić? Zachęcam, aby w takich warunkach podzielić strategie na dwa niezależne konta — jedno dla inwestycji, drugie dla tradingu — tak, żeby te rzeczy nie mieszały się ze sobą. Nie ma nic bardziej uciążliwego niż długoterminowy long na WIG-u przerywany krótkoterminowymi shortami płynącymi z innej strategii.
W naszym konkretnym przypadku — z uwagi na to, że w założeniu nie chciałem rozwadniać tego projektu na kilka kont — nie jest to możliwe. Dlatego zastanowię się nad tym, by czasowo zawiesić kilka typów strategii, tak aby nie kolidowały ze sobą i nie robiły dodatkowego zamieszania w mojej głowie.
Jak widzicie, rynek zawsze powie Wam prawdę. Jeśli tylko wykonacie transakcję i zapiszecie uczciwie, co się wydarzyło, po fakcie jesteście w stanie odkryć wiele własnych błędów i ograniczeń. A wtedy to już tylko od Was zależy, czy będziecie nad sobą pracować, żeby krok po kroczku eliminować je ze swojego tradingu — czy zamkniecie oczy, żeby ich nie widzieć. Albo, co gorsza, pójdziecie na zwarcie z rynkiem w stylu: „a ja i tak udowodnię, że mam rację".