Dziś opowiem o tym, skąd brać pomysły do trading planu. Zacznę od dykteryjki z truskawkami.
Jedziemy gdziekolwiek w okresie zbioru owoców i przy drogach stoją stragany — sprzedają na przykład truskawki. Żona mówi do mnie: „zwolnij, zobacz, stragan z truskawkami". Jedziemy więc wolno i pada hasło: nie, nie tu — tu mają tylko truskawki, nie ma czereśni. Nie, nie tu — tu jest za drogo. Nie, nie tu — jakoś brudno wygląda ten stragan. Nie, nie tu. Możecie wypełnić dowolną liczbą wymówek. Efekt jest taki, że przejeżdżamy obok dziesięciu stoisk, one się kończą — a my cały czas nie mamy truskawek.
Brzmi znajomo? Ile razy słyszałem takie historie w tradingu: „tak, już prawie mam trading plan, ale… muszę poprawić, coś zmienić, dopracować" — i proces ten trwa bez końca. Efekt: pozostajemy bez planu.
Dlaczego tak się dzieje? Nie jestem psychologiem, nie wiem — ale kilka rzeczy podejrzewam:
- Nierealistyczne oczekiwania co do efektu — to tak, jakbym chciał kupić najtańsze i najpiękniejsze truskawki naraz. Da się? Nie.
- Wymówka jako sposób, żeby nie ryzykować — niektórzy traktują ją właśnie tak.
- Brak pomysłu, skąd wziąć edge do trading planu.
Dziś zajmiemy się właśnie tym trzecim przypadkiem. Gdzie szukać i czego szukać.
Krok pierwszy — zacznij od czegoś naprawdę prostego, co ma uzasadnione i potwierdzone przewagi rynkowe. Przykład proszę: jeśli chcesz tradować w średnim i długim okresie na Nasdaq, graj tylko długie pozycje. Dlaczego? Bo statystyka mówi, że w ten sposób w długim okresie zyskujesz solidny edge. W okresie od 2000 do 2025 roku średnio w ciągu tygodnia indeks rósł o 0,24%, przy czym liczba tygodni zakończonych wzrostami to 56% wobec 44% tygodni spadkowych, a średni wzrost był tylko nieznacznie mniejszy niż średnia strat.
Mało dla Ciebie? OK — jeśli będziesz trzymał swoje pozycje dłużej, Twoja przewaga rośnie:
- Tydzień — średnio +0,24%, 56% tygodni wzrostowych.
- Miesiąc — średnio +1%, 60% miesięcy zyskownych.
- Kwartał — średnio +3,1%, 68% kwartałów zakończonych wzrostami.
Zobacz, taka mała zamiana — tylko longi zamiast obu kierunków — i już Twoje szanse znacząco rosną. Zapytasz: a co, jak przyjdzie bessa i mnie ominie? Odpowiedź prosta: to Cię ominie. Nie musisz zarabiać zawsze i wszędzie. Zbuduj prosty plan, który będzie działał w przeważającej liczbie okresów — to naprawdę wystarczy. Pamiętasz, ile potrzebowało kasyno? Niecałe 3% przewagi statystycznej.
Powiesz, że to za mało? To idźmy dalej.
Drugi prosty sposób na zarobek w długim okresie. Jak zapewne wiesz, wydałem kiedyś książkę o inside barze — przebadałem w niej ponad 30 tysięcy inside barów. W długim okresie prosta strategia wybiciowa daje przewagę rynkową: jeśli utworzy się na rynku (np. w perspektywie D1) formacja inside baru, otwierasz pozycję na wybicie z tej formacji. Siła takiego wybicia jest szczególnie mocna w przypadku bara wybiciowego oraz dwóch kolejnych — im dłużej wybicie trwa, tym jego wpływ na rynek jest mniejszy. Proste, a działa.
Kolejna przewaga rynkowa — asymetryczność zysków i strat. Przeciętny trader koncentruje się często na dwóch aspektach: kiedy kupić i co zrobić, aby mieć rację. Oba są błędne. Moment kupna jest jednym z elementów strategii, ale z moich badań jasno płynie, że dużo ważniejsza jest relacja zysku do straty. Intuicyjnie chcemy mieć rację — zamykamy szybko pozycje zyskowne, a stratne trzymamy w nieskończoność. W efekcie otrzymujemy dokładnie odwrotny profil ryzyka od założonego: zamiast zarabiać dużo przy niedużym ryzyku, zarabiamy mało przy dużym ryzyku.
Jak to zmienić? Znowu — bardzo prosto i kontrintuicyjnie: poprzez skrócenie SL, czyli zmniejszenie ryzyka. Naturalnymi miejscami, gdzie inwestorzy ustawiają swoje zlecenia obronne, są jakieś lokalne dołki albo — jeszcze gorzej — poprzednie lokalne dołki. W efekcie mamy sytuację, w której trend już się odwrócił, a my cały czas tkwimy w stratnej pozycji, trochę licząc na cud.
W literaturze przyjęło się, że optymalna relacja SL do TP to 1 do 3. Nie wiem, skąd taki mit. Z moich badań wynika, że nie ma czegoś takiego jak idealna relacja — rynek raz da 2, raz 5, a raz 10 do 1. Natomiast to, co możemy zrobić, to świadomie zarządzać ryzykiem poprzez regulowanie relacji SL do TP — i to poprzez skracanie SL, a nie wydłużanie TP. Innymi słowy: zamiast upierać się, że tym razem będę miał rację i rynek mnie nie wyrzuci z pozycji, przestawiam myślenie na to, że mała strata nie boli i pozwala mi spróbować kilka razy. Efektem jest to, że jak rynek już pójdzie zgodnie z trendem po wybiciu, otrzymujesz wysoką lub bardzo wysoką relację zysku do straty, która działa statystycznie bardzo silnie na Twoją korzyść. Na tym opierała się cała koncepcja żółwi.
Zwróć uwagę na jeden aspekt tego, o czym piszę: za każdym razem za pomysłem stoi bardzo prosty, pojedynczy koncept — i on w długim czasie, jeśli będziesz go używał, da Ci zyskowny trading plan. KISS — pamiętacie.
W swoim tradingu staram się świadomie odchodzić od rzeczy skomplikowanych. W trakcie swojej edukacji, zaraz po powrocie ze szkolenia u Joe Rossa, postawiłem sobie za cel dopracowanie jednej strategii. Była banalna: jeden rynek — wtedy był to Russell 2000, jedna perspektywa — wtedy 30 minut, jeden setup — inside bar. I przez kilka miesięcy uczyłem się tylko tego. Efekt? Po kilku miesiącach wiedziałem na temat swojej strategii więcej niż 90% traderów — i to zaczęło procentować, przekładać się na wyniki.
Podsumujmy. Jeśli żaden z powyższych pomysłów nie przypadł Ci do gustu, zajrzyj do książek — wybierz na czuja jedną przewagę rynkową, która Ci się spodobała, i zacznij ją rozwijać. Nie ma co czekać, aż plan będzie dopracowany do mistrzostwa. Gorszy plan i tak jest sto razy lepszy niż jego brak — bo dopiero mając plan i analizując własne transakcje, w ogóle jest z czego wyciągać wnioski.
Jaki jest mój magiczny składnik w tradingu? Że takiego nie ma :) Po prostu staram się stale, po trochu, dopracowywać swój plan i wyciągać wnioski z tego, czego rynek mnie uczy.
I jeszcze jedno — na etapie nauki nie ma potrzeby grać dużym portfelem. Nieduży w zupełności wystarczy, żeby wyciągać wnioski i się rozwijać. Na większe pieniądze przyjdzie czas, a okres nauki lepiej, żeby przebiegał możliwie komfortowo — więc nie dokładałbym sobie na starcie nadmiarowego ryzyka. Pływać można nauczyć się i w basenie o głębokości 60 cm — i to w bezpieczny dla siebie sposób.