Za mną kolejny kwartał inwestowania. Popatrzmy na liczby: lipiec +1,06%, sierpień +1,43%, wrzesień +4,03%. Sumarycznie na koniec kwartału +6,64%, a narastająco od początku roku +44,49%.
Już na pierwszy rzut oka widać, że dynamika zmian maleje: w lipcu i w sierpniu zarobiłem niewiele, tylko wrzesień był zdecydowanie zyskowny. Czy stoi za tym jakiś głębszy powód?
Tak, zdecydowanie. Jednym zdaniem nazwałbym go kwartałem pod znakiem „a co, jeśli nie wiem?”. To stan, który towarzyszył mi przez większą część czasu.
Czego nie wiedziałem? Jak dalej tradować w tym momencie rynkowym.
Pozwól, że przybliżę Ci to na przykładzie. Czy zdarzyło Ci się kiedyś iść nowym szlakiem w górach, gdzie po każdym kolejnym zakręcie błoto było coraz większe, a ścieżka coraz cięższa? Idziesz dalej, ale z tyłu głowy masz: nie wygląda to dobrze, może warto zawrócić. No ale już tyle drogi pokonałem, może warto być konsekwentnym i dojść do końca.
Jak się to przekłada na mój trading? Jesteśmy już w zaawansowanym etapie rozwoju dotychczasowego trendu wzrostowego. Korekta przyjdzie na pewno, ale nie wiem kiedy. To może być już teraz, a może za kwartał, a może za rok. I to jest właśnie ten dylemat, który mi towarzyszył: każda pozycja otwierana zgodnie z trendem to w mojej głowie coraz większe ryzyko. Z drugiej strony trend jest na razie silny i jednoznaczny, więc zagranie na większą korektę już teraz jest jak proszenie się o guza.
Co w takim razie zrobić, jeśli otwieranie zarówno longów, jak i shortów mnie nie przekonuje?
Po pierwsze: przyznać się przed sobą do tego stanu i go zaakceptować. Jeszcze kilka lat temu było to dla mnie duże wyzwanie.
Skąd wiem, że nie wiem? Czuję to w ciele. W czasie tradingu pilnie obserwuję siebie i znaki, które otrzymuję. Im bardziej akceptuję to, co do mnie płynie, tym więcej korzystam ze swojego doświadczenia i tym mniejsze ryzyko, że pod wpływem impulsu zrobię większy błąd.
Co mi to dziś daje? Komfort przebywania w takiej fazie rynku. Nie muszę otwierać longów, nie muszę otwierać shortów, mogę po prostu nie wiedzieć. To dziś bardzo cenny dla mnie stan: sygnał, że warto być ostrożnym. Dla mnie oznacza to zmniejszenie ryzyka i zwiększenie wymagań co do każdej nowej transakcji.
Co w moim przypadku oznacza być bardziej wybrednym? Oznacza to, że liczba argumentów przemawiających za otwarciem konkretnej pozycji musi być zdecydowanie większa niż tych, które stoją w kontrze do takiej decyzji. W okresie, który czuję, już przewaga dwóch punktów, np. 4 argumenty za i 2 przeciw, przekonuje mnie do zawarcia transakcji. W momentach wątpliwości podnoszę ten wskaźnik do 3 punktów.
Jak pogodzić modyfikację działania z konsekwencją stosowania trading planu? W moim przypadku działa to bardzo prosto: trzymam się planu co do sposobu wejścia w rynek, wyjścia z rynku i wszystkich innych aspektów bezpośrednio związanych z transakcją. Mogę jednak zmniejszyć ryzyko, np. o 50%. Nie stosuję tej techniki wybiórczo, ale konsekwentnie przez cały czas wątpliwości.
Akceptacja daje mi też możliwość poczekania na lepsze czasy. Stan „nie wiem” towarzyszył mi już wielokrotnie i wiem 😊, że po okresie dylematów przychodzi okres żniw. Warto więc cierpliwie poczekać na swój czas. Taki czas, w którym będę lepiej potrafił wykorzystać nadarzające się okazje rynkowe.